niedziela, 18 stycznia 2015

GRAŻYNA PLEBANEK "PRZYSTUPA"

dla Czekoladki







 O „Przystupie” zwykło się pisać jako o pikaresce, a jej tytułową bohaterkę postrzegać jako „łotrzycę”. Nie widzę w tej powieści ani „łotrzycy” ani przymrużenia oka, charakterystycznego dla opowieści szelmowskich. Tam, gdzie na oczach młodej osoby, jaką jest Przystupa rzeczywistość szarpie się jak znoszona koszula, odpruwają się rękawy i straszą nici oderwanych guzików, nie mruży się oko. Nie mruży się oko wobec przegranych lub nietrafionych miłości. Wobec nieszczęść spartaczonych biografii, wobec fatalnych koincydencji i szyderczych uśmieszków losu. Istnieją momenty, kiedy można by było wyprodukować uśmiech, już nawet gdzieś się błąka, ale to cień tylko i nie cień radości.

Przystupa to tułaczka. Nomada w podniszczonej sukienczynie. Warszawa, Sztokholm, nigdzie. Przystupa w tej podróży jest obserwatorem. Okulary lornetki w jej mózgu ustawiają się precyzyjnie i w milczeniu penetrują przestrzeń losów ludzi, u których zatrzymuje się, żeby na chleb godny zarobić, a tak naprawdę prześwietlić, żeby obnażyć, czasem żeby ocalić. Pomiędzy przystankami zdarza się zbrodnia, podejrzenie pada na Przystupę, Przystupa ucieka. Potrafi być niewidzialna. Jej przenikliwa cichość otwiera ludzi. Czasem otwiera ich serca. Czasem tylko pożądanie. Nigdy nie otwiera na dostrzeżenie prawdy, choć Przystupa tak wyraźnie ją widzi.

Przystupa z brzytwą swego przenikliwego oka. Goli brodę rzeczywistości. Z brody wypadają paprochy, skamieniałe ślady wspomnień, odtrącone uczucia, nieprzeżyte lub spóźnione emocje. Brzytwa zacina powierzchnię i wnika do ciemnej jamy cudzych biografii, przedziera się przez pozory, wydobywa niechciane prawdy. Wszystko krwawi. Bo wszystko jest fałszywe. Sielanki rodzinne zakłamują wewnętrzne piekło, wielkie Gwiazdy spadają z hukiem do rynsztoka skarlałej tożsamości, a miłość przylega do Przystupy, choć Przystupa wcale o nią nie prosi, ani na nią nie czeka.

Nagle wszyscy poczynają rozumieć, że ona, ona jest tą, która widzi i wie. Wiedźma, nie łotrzyca. I musi dojść do katastrofy, musi się przelać ten nadmiar wiedzy. Oczy bolą od zapatrzenia w nie swój czas i w nie swoje istnienia. Karzeł rzeczywistości poczyna dusić i domagać się zapłaty za obnażenie potworności.

Dokąd wiedzie ta droga? Co czeka na jej ostatnim zakręcie? Warto się przekonać.




 

2 komentarze: