JANE AUSTEN "DUMA I UPRZEDZENIE"
Ta historia znana jest wszystkim. Nawet tym, którym podobne opowieści są najzupełniej obojętne. A jednak jakiś wewnętrzny imperatyw pcha mnie ku tej szlachetnej literackiej wysepce.
Proza Jane Austen z cudowną finezją oddaje społeczny i obyczajowy klimat dziewiętnastowiecznej Anglii. Tę wyrafinowaną aurę niepospolitej próżności, narcyzmu, przyziemnych ambicji i wygórowanych roszczeń.
Lizzy Bennet można wyłącznie współczuć. Jej sokole wewnętrzne oko doskonale rozpoznaje niuanse mentalności każdego członka rodziny oraz otaczających ich przyjaciół. I nie ma czym się zachwycić. Matka oraz jej sąsiadki mają na uwadze wyłącznie jak najkorzystniejszy mariaż córek, siostry albo są emocjonalnie wycofane albo nadpobudliwe, ojciec ucieka do biblioteki albo gdziekolwiek, byle dalej od swej mało udanej rodziny. Najstarsza siostra (Jane) tak skutecznie opancerza swoje uczucia, że odstrasza upatrzonego kawalera, a jego przyjaciela (tak, tak, pana Darcy) utwierdza w przekonaniu, że należy biednego chłopaka chronić przed fatalnym wyborem. Jedna z sióstr młodszych (Mary) pozuje na intelektualistkę i nieustannie zadręcza wszystkich swoją pseudo filozoficzną logoreą. Dwie kolejne (Lidia i Kitty) myślą jedynie o pieszych eskapadach do pobliskiego miasteczka, w którym stacjonują oficerowie. Oficerowie to ich jedyna pasja. Rozkochać, usidlić, poślubić. Ach, poślubić oficera!
Biedna, biedna Lizzy z rosnącą desperacją obserwuje kompromitujące zachowania rodziny i traci nadzieję na przyszłość obdarzoną jakimkolwiek sensem. A tu jeszcze ojciec wygłasza tezę swej stoickiej filozofii: „Po cóż innego żyjemy, jak nie po to, by być przedmiotem rozrywki naszych sąsiadów i z kolei sami śmiać się z nich”. Na takie dictum Lizzy nie odpowie. Zwłaszcza w chwili, gdy Lidii udaje się wreszcie upolować wojaka, uciec z nim i okryć rodzinę hańbą wiekuistą. Tymczasem Janeopłakuje stratę, do której sama się przyczyniła, odstraszając wielbiciela wyuczoną obojętnością i chłodem.
Lizzy patrzy, Lizzy słucha i ma najserdeczniej dosyć. Zwłaszcza, że sama nie wie, co ze swoim sercem począć. Serce nieposłuszne leci na oślep za panem Darcy. Lizzy jest dumna, pan Darcy zdaje się być uprzedzony. Ma ku temu powody rozmaite. Odpycha go niepojęta głupota matki Lizzy, zwodnicza obojętność Jane, trzpiotowatość młodszych dziewcząt, skandal spowodowany przez Lidię, uparte monologi Mary. Ale pan Darcy kocha Lizzy i nie zamierza z niej rezygnować. Nie zrezygnuje nawet pod presją apodyktycznej ciotki, lady Katarzyny, której wątłej córce został ongiś przyrzeczony. Ciotka z piekłem w oczach przybędzie i piekłem będzie Lizzy straszyć. I tak się miotają,Lizzy i Darcy. I już nie wiadomo, czy w tej żurawio-czaplej udręce on jest uprzedzony, a ona dumna, czy ona uprzedzona, on dumny, czy może oboje tę dumę i uprzedzenie dzielą po równo. A kiedy już się zdecydują, kiedy pośród fantastycznej nudy balów i podróży, pogodzą Jane z jej ukochanym, a siostrze marnotrawnej podścielą jako tako wygodny dywanik, sami będą mogli zająć się reanimacją nadszarpniętych uczuć.
Wszyscy wiemy, jaki z tego morał. I wszyscy znamy finał. Ale, kto książki nie czytał, nie wie, że matka Lizzy, choć powinna ostatecznie odzyskać spokój i utemperować nieco swoje histeryczne usposobienie szczęściem trzech córek, „pozostała jednak niekiedy nerwowa i zawsze głupia”. Nielekki to garb dla mądrej Lizzy, zwłaszcza, gdy ma się u boku dumnego i uprzedzonego męża i samej jest się do niego podobną.
Wielka to sztuka oddać i aurę czasów i charakter bohaterów. Wszyscy, bez żadnego wyjątku, są tak genialnie skonstruowani, tak psychologicznie pogłębieni i tak wiarygodni, że człek się poczyna głowić, czy to rzeczywiście jedynie postaci literackie, czy może realne osoby w książce uwięzione.
Zamykam „Dumę i uprzedzenie” zawsze z wielką melancholią. Kto w obecnej Epoce Wielkiej Grafomanii potrafi tak opowiadać?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austen. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 marca 2015
wtorek, 10 marca 2015
JANE AUSTEN "PERSWAZJE"
Będzie krótko. Co nowego bowiem można powiedzieć o prozie wzorcowej, o której wszystko już powiedziano? Cechy dystynktywne dziewiętnastowiecznego dyskursu zna każdy bibliofil. Na pamięć. Nie do oddania są, nie do podrobienia. Pastisz się nie uda. Będzie karłem.
„Perswazje” to ostatnia powieść Jane Austen. Najpełniej określa swoistość jej talentu. Geniusz. Najbardziej oszczędna warsztatowo i zarazem najdojrzalsza. Uwodzi. Prowadzi za sobą przez bujne osobowości, wyraziste charaktery, nagłe zrywy fabularne i łagodną refleksyjność.
Trudno powiedzieć, kto jest głównym bohaterem. Czy na pewno Anna Elliot? Czy pierwsza dekada dziewiętnastego wieku w Anglii? Czy wiejskie rezydencje, dwory i dworki, świadkowie najdonioślejszych wydarzeń? Czy Lyme, w którym nastąpiło potężne tąpnięcie, rozpoczynające lawinę nieoczekiwanych zwrotów? Czy Bath, w którym wszystko znalazło już bardziej przewidywalny finał? Nie sposób tego ocenić, jednak czynienie z Anny najistotniejszej osoby dramatu wydaje się krzywdzące dla osób pozostałych. Dla kapitana Wentwortha zwłaszcza.
Zdradzać fabuły nie będę. Uchylę rąbka. Bale chwilowo poszły w odstawkę, ale nie poszły wojaże. Wojaże są elementem istotnym, nabrzmiałym znaczeniem. Są punktem wyjścia i celem. Są drogą i kresem. Niosą nadzieję i budzą obawę. Anna przemieszcza się nieustannie. Nie tylko w świecie. Najważniejsze podróże odbywa w sobie. Rozmyśla, walczy z uczuciami, mierzy się z reminiscencjami. A przecież na zewnątrz ma wciąż jakieś zadania. Ledwie uwolni się z rodzinnych objęć pięknej rezydencji, oddanej w dzierżawę wskutek rozrzutności jej próżnego ojca i takiej samej siostry… Ledwie uwolni się z objęć domu i z zasięgu spojrzeń ojca i siostry, którym jest absolutnie obojętna…
Tu się zatrzymajmy. Na moment. Portret ojca Anny, sir Waltera Elliota jest tak pyszny i tak dosadny, że czyni zeń postać wielce zajmującą. Sir Walter jest sybarytą. Próżnym i potwornie głupim. Na uwadze ma jedynie gładkość własnego lica i czystość drzewa genealogicznego. Przywiązanie do tej czystości nie pozwoliło mu przyjąć do rodziny ukochanego Anny, kapitana Wentwortha. Wsparty staraniami córki Elżbiety i przyjaciółki zmarłej żony, lady Russel, łatwo osiąga cel. Anna odprawia ukochanego. Sir Walter może znów w spokoju ducha kontemplować swą nieskazitelną urodę. Oraz urodę Elżbiety. Ewentualnie.
Anna się poddała. Odkąd się poddała minęło osiem lat. Uczucia przygasły, czas je przyprószył. Anna zajęła się zbawianiem świata. Zbawia młodszą siostrę Mary przed jej histeriami na niepojętym tle. Może zrodzonymi z nudy. Zbawia męża Mary, jej dzieci, teściów, oraz każdego kto zjawi się w jej zasięgu. Jest niezastąpiona. Potrzebna każdemu. Z wyjątkiem ojca i Elżbiety. Dla nich jest przezroczysta. Oni wolą towarzystwo pewnej damy, której niskie pochodzenie dziwnie im zobojętniało.
Anna, kobieta niezbędna, jedzie do Mary, jedzie do Lyme, jedzie do Bath. Ale zanim do Lyme pojedzie zderzy się z ożywionymi wspomnieniami. Objawi się kapitan W. Kapitan z fortuną. I z doskonałą obojętnością. Powiedzmy. Jadą. W Lyme nowe twarze, jedna bardziej interesująca od drugiej. Druga ważniejsza. Ale później. Teraz dzieją się dramaty, upadki i cielesne wstrząsy. Zdrowotne. Siostra szwagra Anny doznaje poważnego uszczerbku i potok zdarzeń zamienia się w rzekę. Oto Anna rusza do Bath, do nowego domu, a tam czeka taka karuzela, że czytelnik z trudem łapie dech i ociera pot ze znękanego udręką czoła. Przyjedzie kapitan czy nie? Połączą się wreszcie czy ten inny, z Lyme przybyły, kapitana ubiegnie i Annę usidli? Niby Anna się broni, ale znowu jej perswadują, znowu jej podszepty sączą.
Uda się? Będzie ten ślub nareszcie? Kto przeczyta, ten się dowie. I albo tańczył będzie, albo zapłacze. Sukien ślubnych mnóstwo się kręci, ale czy jedna z nich do Anny należy? Przecież ojciec głupi, a Elżbieta mu nie ustępuje. Czyżby zmądrzał, kiedy fortuna kapitana w oczy mu zaświeciła? Czyżby się w Elżbiecie rozsądek odezwał? Książka zaprasza. Arcypyszna.
Nie było krótko. Najmocniej przepraszam.
Będzie krótko. Co nowego bowiem można powiedzieć o prozie wzorcowej, o której wszystko już powiedziano? Cechy dystynktywne dziewiętnastowiecznego dyskursu zna każdy bibliofil. Na pamięć. Nie do oddania są, nie do podrobienia. Pastisz się nie uda. Będzie karłem.
„Perswazje” to ostatnia powieść Jane Austen. Najpełniej określa swoistość jej talentu. Geniusz. Najbardziej oszczędna warsztatowo i zarazem najdojrzalsza. Uwodzi. Prowadzi za sobą przez bujne osobowości, wyraziste charaktery, nagłe zrywy fabularne i łagodną refleksyjność.
Trudno powiedzieć, kto jest głównym bohaterem. Czy na pewno Anna Elliot? Czy pierwsza dekada dziewiętnastego wieku w Anglii? Czy wiejskie rezydencje, dwory i dworki, świadkowie najdonioślejszych wydarzeń? Czy Lyme, w którym nastąpiło potężne tąpnięcie, rozpoczynające lawinę nieoczekiwanych zwrotów? Czy Bath, w którym wszystko znalazło już bardziej przewidywalny finał? Nie sposób tego ocenić, jednak czynienie z Anny najistotniejszej osoby dramatu wydaje się krzywdzące dla osób pozostałych. Dla kapitana Wentwortha zwłaszcza.
Zdradzać fabuły nie będę. Uchylę rąbka. Bale chwilowo poszły w odstawkę, ale nie poszły wojaże. Wojaże są elementem istotnym, nabrzmiałym znaczeniem. Są punktem wyjścia i celem. Są drogą i kresem. Niosą nadzieję i budzą obawę. Anna przemieszcza się nieustannie. Nie tylko w świecie. Najważniejsze podróże odbywa w sobie. Rozmyśla, walczy z uczuciami, mierzy się z reminiscencjami. A przecież na zewnątrz ma wciąż jakieś zadania. Ledwie uwolni się z rodzinnych objęć pięknej rezydencji, oddanej w dzierżawę wskutek rozrzutności jej próżnego ojca i takiej samej siostry… Ledwie uwolni się z objęć domu i z zasięgu spojrzeń ojca i siostry, którym jest absolutnie obojętna…
Tu się zatrzymajmy. Na moment. Portret ojca Anny, sir Waltera Elliota jest tak pyszny i tak dosadny, że czyni zeń postać wielce zajmującą. Sir Walter jest sybarytą. Próżnym i potwornie głupim. Na uwadze ma jedynie gładkość własnego lica i czystość drzewa genealogicznego. Przywiązanie do tej czystości nie pozwoliło mu przyjąć do rodziny ukochanego Anny, kapitana Wentwortha. Wsparty staraniami córki Elżbiety i przyjaciółki zmarłej żony, lady Russel, łatwo osiąga cel. Anna odprawia ukochanego. Sir Walter może znów w spokoju ducha kontemplować swą nieskazitelną urodę. Oraz urodę Elżbiety. Ewentualnie.
Anna się poddała. Odkąd się poddała minęło osiem lat. Uczucia przygasły, czas je przyprószył. Anna zajęła się zbawianiem świata. Zbawia młodszą siostrę Mary przed jej histeriami na niepojętym tle. Może zrodzonymi z nudy. Zbawia męża Mary, jej dzieci, teściów, oraz każdego kto zjawi się w jej zasięgu. Jest niezastąpiona. Potrzebna każdemu. Z wyjątkiem ojca i Elżbiety. Dla nich jest przezroczysta. Oni wolą towarzystwo pewnej damy, której niskie pochodzenie dziwnie im zobojętniało.
Anna, kobieta niezbędna, jedzie do Mary, jedzie do Lyme, jedzie do Bath. Ale zanim do Lyme pojedzie zderzy się z ożywionymi wspomnieniami. Objawi się kapitan W. Kapitan z fortuną. I z doskonałą obojętnością. Powiedzmy. Jadą. W Lyme nowe twarze, jedna bardziej interesująca od drugiej. Druga ważniejsza. Ale później. Teraz dzieją się dramaty, upadki i cielesne wstrząsy. Zdrowotne. Siostra szwagra Anny doznaje poważnego uszczerbku i potok zdarzeń zamienia się w rzekę. Oto Anna rusza do Bath, do nowego domu, a tam czeka taka karuzela, że czytelnik z trudem łapie dech i ociera pot ze znękanego udręką czoła. Przyjedzie kapitan czy nie? Połączą się wreszcie czy ten inny, z Lyme przybyły, kapitana ubiegnie i Annę usidli? Niby Anna się broni, ale znowu jej perswadują, znowu jej podszepty sączą.
Uda się? Będzie ten ślub nareszcie? Kto przeczyta, ten się dowie. I albo tańczył będzie, albo zapłacze. Sukien ślubnych mnóstwo się kręci, ale czy jedna z nich do Anny należy? Przecież ojciec głupi, a Elżbieta mu nie ustępuje. Czyżby zmądrzał, kiedy fortuna kapitana w oczy mu zaświeciła? Czyżby się w Elżbiecie rozsądek odezwał? Książka zaprasza. Arcypyszna.
Nie było krótko. Najmocniej przepraszam.
wtorek, 3 marca 2015
JANE AUSTEN "OPACTWO NORTHANGER"
Jane Austen nie przestanie mnie zachwycać. Uwodzić. Urokiem języka, słów dawno zapomnianych. Leniwym stawaniem się zdarzeń powieściowych, oryginalnymi i niepospolitymi rysami fizjonomii i osobowości swych bohaterów. Jakże ona dla nich okrutna, jakże bezlitosna! Jeśli kto szpetny, wytknie mu szpetotę w najdrobniejszym szczególe, jeśli kto głupi, głupotę jego obnaży.
Katarzyna Morland należy do tych heroin, – wszak nie wypada inaczej mówić o bohaterce dziewiętnastowiecznego romansu, – którym los poskąpił urody, ale ten uszczerbek hojnie wynagrodził przymiotami ducha oraz charakteru, a i o intelektualnych zdolnościach nie zapomniał. Jej biografia, obfitująca w podróże, ulotne przyjaźnie z damami i zaloty nielubianych kawalerów oraz tęsknoty za kawalerami owianymi tajemnicą lub ohydną plotką, to przepyszna uczta i rozmigotany bal. Czytasz, nurzasz się w falbanach, koronkach, halkach i kapeluszach, odpracowujesz skomplikowane i upiornie długie tańce, godzinami gadasz ubierając nicość w słowne ornamenty, jedziesz przez jesienne wrzosowiska, podziwiasz wiejskie rezydencje i Chryste Panie!, chcesz tam być. Chcesz, choć na chwilę być tą Katarzyną albo jej amantem, albo jej ukochanym, od którego dzielą ją intrygi, a potem jednak dzieje się magia. Chcesz poczuć tę wspaniałą, wszechobecną nudę.
Nuda. Jakże oni pięknie się nudzili w tej Anglii dziewiętnastego wieku! Spali do południa, śniadali przez godzinę, stroili się przez następną, czytali pięć minut, wyjeżdżali na obiad, wracali, stroili się, jechali na bal, tańczyli, wracali, stroili się, czytali, śpiewali, grali na klawikordzie albo w karty rżnęli aż dymiło, i nie przestawali gadać. Plotki, intrygi, romanse, pojedynki, szaleństwa z miłości, szaleństwa z jej braku, złamane serca, dzieci, mnóstwo dzieci, psy, konie, służba, wydawanie przyjęć, odwiedzanie przyjaciół, rodziny, wizyty trwające miesiącami, niepoliczone atrakcje! Niepoliczone atrakcje w apokaliptycznym lenistwie. Dolce far niente. Oto i cała tajemnica słodkiej nudy.
Katarzyna w samym wnętrzu tego barwnego, koronkowego i upiornie nudnego świata. Waleczna dziewczyna, - uwspółcześnijmy nieco heroinę - z uporem szukająca swego miejsca i swego dopełnienia w sercu mężczyzny. Czy je znajdzie? Warto zajrzeć do tej książki. Warto, żeby poczuć biedę współczesnej literatury. Która takich arcydzieł nie ma już do zaproponowania. Która ujada zamiast mówić.
Jane Austen nie przestanie mnie zachwycać. Uwodzić. Urokiem języka, słów dawno zapomnianych. Leniwym stawaniem się zdarzeń powieściowych, oryginalnymi i niepospolitymi rysami fizjonomii i osobowości swych bohaterów. Jakże ona dla nich okrutna, jakże bezlitosna! Jeśli kto szpetny, wytknie mu szpetotę w najdrobniejszym szczególe, jeśli kto głupi, głupotę jego obnaży.
Katarzyna Morland należy do tych heroin, – wszak nie wypada inaczej mówić o bohaterce dziewiętnastowiecznego romansu, – którym los poskąpił urody, ale ten uszczerbek hojnie wynagrodził przymiotami ducha oraz charakteru, a i o intelektualnych zdolnościach nie zapomniał. Jej biografia, obfitująca w podróże, ulotne przyjaźnie z damami i zaloty nielubianych kawalerów oraz tęsknoty za kawalerami owianymi tajemnicą lub ohydną plotką, to przepyszna uczta i rozmigotany bal. Czytasz, nurzasz się w falbanach, koronkach, halkach i kapeluszach, odpracowujesz skomplikowane i upiornie długie tańce, godzinami gadasz ubierając nicość w słowne ornamenty, jedziesz przez jesienne wrzosowiska, podziwiasz wiejskie rezydencje i Chryste Panie!, chcesz tam być. Chcesz, choć na chwilę być tą Katarzyną albo jej amantem, albo jej ukochanym, od którego dzielą ją intrygi, a potem jednak dzieje się magia. Chcesz poczuć tę wspaniałą, wszechobecną nudę.
Nuda. Jakże oni pięknie się nudzili w tej Anglii dziewiętnastego wieku! Spali do południa, śniadali przez godzinę, stroili się przez następną, czytali pięć minut, wyjeżdżali na obiad, wracali, stroili się, jechali na bal, tańczyli, wracali, stroili się, czytali, śpiewali, grali na klawikordzie albo w karty rżnęli aż dymiło, i nie przestawali gadać. Plotki, intrygi, romanse, pojedynki, szaleństwa z miłości, szaleństwa z jej braku, złamane serca, dzieci, mnóstwo dzieci, psy, konie, służba, wydawanie przyjęć, odwiedzanie przyjaciół, rodziny, wizyty trwające miesiącami, niepoliczone atrakcje! Niepoliczone atrakcje w apokaliptycznym lenistwie. Dolce far niente. Oto i cała tajemnica słodkiej nudy.
Katarzyna w samym wnętrzu tego barwnego, koronkowego i upiornie nudnego świata. Waleczna dziewczyna, - uwspółcześnijmy nieco heroinę - z uporem szukająca swego miejsca i swego dopełnienia w sercu mężczyzny. Czy je znajdzie? Warto zajrzeć do tej książki. Warto, żeby poczuć biedę współczesnej literatury. Która takich arcydzieł nie ma już do zaproponowania. Która ujada zamiast mówić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


