czwartek, 26 lutego 2015

RUPERT ISAACSON  "OPOWIEŚĆ OJCA. PRZEZ MONGOLSKIE STEPY W POSZUKIWANIU CUDU"



Trudno, niezwykle trudno napisać książkę o chorobie własnego dziecka. Albo o dysfunkcji, jeśli nie godzi się nazywać autyzmu chorobą. Trudno sięgnąć do najbardziej intymnych momentów biografii własnej rodziny, obnażyć je przed światem, oddać światu. Trudno tym bardziej, gdy opowiada się historię, po której możemy być uznani za szaleńców, którzy zamiast w racjonalny i zgodny z medycznymi ustaleniami sposób pomóc dziecku, narażają je na trud wielotygodniowej podróży w mało cywilizowanych warunkach, na wielokrotny kontakt z obcymi, na bezpośrednie doświadczenie praktyk, które dla wielu wykraczają poza możliwe do przyjęcia działania nawet, jeśli na szali kładzie się zdrowie, rozwój i przyszłość dziecka.

Rupert Isaacson znalazł w sobie odwagę zmierzenia się z kanonadą krytyki, niezrozumienia, oporu wobec opowiadanej przez niego historii. Wierzył, że może ona służyć autystycznym dzieciom i ich bliskim tylko dobrze. Nie namawiał, by wybrali tę samą drogę. Wskazał jedynie, że w walce o dziecko nie istnieje niemożliwe. Nie istnieją granice dla miłości. Kochający rodzic wywróci na nice światopogląd, zawierzy każdemu, przyjmie każdą wiarę, wróci do pogaństwa, zbrata się z szamanem, będzie się modlił do żywiołów, będzie tańczył na skale, użyje kart, runów, wykorzysta medium, jeśli tylko mogłoby wydobyć jego dziecko z choroby lub zza ściany autyzmu.

Rupert zabiera syna i żonę na stepy Mongolii. Towarzyszy im kamera. Wszystko musi zostać uwiecznione, zapamiętane, bo jest żywym świadectwem codziennej walki o rozbicie szyby, jaka stanęła między Rowanem a światem. Przemierzają wielki, obcy kraj. Przemierzają wielki, obcy świat, szukając pomocy, wsparcia, nadziei. Trafiają do pasterzy reniferów, trafiają do szamanów. Rowan zostaje poddany licznym rytuałom, w trakcie których rodzice odrzucają wszelkie uprzedzenia, stereotypy, archetypy władające zachodnim myśleniem. Zanurzają się w żywiole natury, w żywiole ducha, z których ma płynąć uzdrawiająca ich syna siła.

Otrzymują nagrodę. Na szybie przed Rowanem pojawiają się rysy, a potem pęknięcia. Szkło z wolna zaczyna odpryskiwać. Wracają niepewni, jaka będzie przyszłość ich dziecka, czy nie nastąpi nagły nawrót. Czy karta się nie odwróci, czy Rowan zdoła wyrwać się spoza szyby. Tej pewności nie ma i nie pojawi się. Ale jest nadzieja. I świadomość, że zrobili wszystko, co można było uczynić. Świadomość głębi miłości i zaangażowania.

W tej pięknej książce może uwierać nieco szorstki język. Styl reportażu. Fakty następują po faktach, a to co najistotniejsze dzieje się między wierszami. Jednak można odnieść wrażenie, że to zmęczenie. Zmęczenie podróżą, zmęczenie pracą, zmęczenie walką. Spowiedź ojca, który wyczerpał część swoich emocjonalnych zasobów, ale nie chce czekać na ich uzupełnienie. Nie chce tracić czasu. Chce opowiedzieć teraz, bez zwłoki. Bo tę opowieść snuje nie tylko dla siebie. Bo wie, jak bardzo potrzebne jest to świadectwo. Biografia Rowana. Historia jego drogi.

4 komentarze:

  1. prawdziwa historia o sile miłości,desperacji,poświęceniu,nadzei...i o tym jak trudno być rodzicem dziecka z autyzmem...
    sama tego doświadczam...każdego dnia uczę się od Dużego cierpliwości,spokoju i wytrwałości...i choć bywa trudno to wiem,że muszę dla niego,dla nas...efekty są widoczne a to największa nagroda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Ty w ogóle jesteś Wielka, moja Droga. Jeśli Bóg istnieje, powierzył Dużego najpiękniejszemu sercu.

      Usuń
  2. To musi być niezwykła pozycja. Historia podróży przez Mongolię, to przecież także metafora tych trudów, jakie pokonują rodzice tych dzieci każdego dnia... Warto pochylić się nad ich samotnym trudem.

    OdpowiedzUsuń